~3e

ciekawe przejście narracyjne.

zawarta poetyckość lekko wchodzi w rytm czytania.

może trochę za mało wyraziste.

życzę smacznego opłatka


powiedz mi, skoro nie masz zdolności plastycznych, jak sam to ująłeś, to czy czujesz się jako artysta, zwłaszcza jeżeli przyznajesz się do płytkiej wyobraźni.

byłbym rad z odpowiedzi, bo przydałaby mi się do pewnego eseju...


słusznie dd


Mister Anderson, you sucker, we missed you!...


daj większe, to wrzucę sobie na tapetkę


nie jestem księżycomaniakiem, ale cieszy mnie, że ktoś dostrzegł piękno w tak opatrzonej i przebanalnej rzeczy jaką jest Księżyc.

ps: a ten zoom cyfrowy jest, kurde, trochę, eee... nie teges


że co? że to niby ktoś z obozu Bill'a?


nie wyglądają na tatry
wygladaja jak jakiś dziwnie wzburzony ocean z falami


bez napisu i jest lepiej


sorry ale nie


Bolesław Prus
TŁO HISTORYCZNE "OGNIEM I MIECZEM"

Dawne to dzieje, ale trudno o nich myśleć bez bólu. Zbytecznym byłoby dodawać, że w tym kopaniu grobu dla ojczyzny, który już był widocznym za Jana Kazimierza i wcześniej, rej wodzili magnaci. Oni przekupywali szlachtę na sejmach, oni politykowali z obcymi mocarstwami, oni swymi jurgieltnikami obsadzali wszelkie urzędy, oni później takiego Czarnieckiego nie dopuścili do hetmaństwa, choć genialny ten wojownik "dał wolność ojczyźnie, a koronę królowi".
Swoją drogą Władysław IV gotował się do wojny z Turcją. porozumiał się z Moskwą, z posłem weneckim, z papieżem, a najważniejsze: postanowił wskrzesić wojsko kozackie i - hetmanem morskim mianował Bohdana Chmielnickiego.
Gdy na tajnej konferencji u króla Chmielnicki żalił się na prześladowanie, Władysław uderzył ręką w pałasz i zawołał: "A nie maszże to szabli u boku?..."
Są wielkie podejrzenia, że król, widząc straszną chorobę Rzeczypospolitej i własne poniżenie, myślał o zamachu stanu i że Chmielnickiego chciał użyć za jedno z narzędzi. tak przynajmniej sądziła ówczesna opinia publiczna, tak mówiono na sejmach, tak między Kozakami.
Dodać trzeba, że cała ówczesna magnateria paraliżowała wojnę z Turcją, nawet z Tatarami.
Kiedy Chmielnicki wrócił na Ukrainę od króla, był już tak niebezpieczny, że zaczęto godzić na jego życie. Widząc, że wojna idzie w odwłokę, że mu grozi śmierć, że spetany król nie uratuje już ani jego, ani Kozaczyzny, Chmielnicki uciekł na Niż i począł ściągać zbrojnych. Wówczas hetman Potocki postanowił napaść go. Daremnie Władysław pisał dwa listy błagające hetmana, aby nie zaczepiał Kozaków; zuchwały panek, zachecony niewątpliwie przez innych i mając w rezerwie Wiśniowieckiego, rozpoczął wojnę, w której okazał najzupełniejszą nieudolność jako wódz, i śmiertelnie ranił Rzeczpospolitę.
Jaki obrót wzięłaby nieszczęsna awantura, gdyby żył Władysław? - trudno przewidzieć. Chmielnicki bowiem, pomimo związku z Tatarami, wciąż głosił się jego wiernym sługa. Na nieszczęście, król nagle zmarł; nie w porę dla ojczyzny, w samą porę dla magnatów, którzy bodaj czy nie zlękli się słów: "Zaprawdę, dojadę z wami do czegoś dziwnego..."
Oto jest szkielet potworu, nazywającego się wojną kozacką. Materiały do niej tkwiły we wszystkich klasach, we wszystkich stosunkach Ukrainy; ogromna armia była gotowa; magnaci i szlachta wciąż wygrywali jej pobudkę; wodza wskazał sam król; hetman Potocki podpalił ogień, a ks. Wiśniowiecki, o ile mu tylko pozwalały jego duże zasoby, jeszcze większe okrucieństwo, a bardzo ograniczone zdolności i miłość kraju - o tyle płomień podżegał.
Tych jednak konturów nie widzimy w powieści Sienkiewicza. Wymalował on tylko cyferblat zegara, ale kołek i sprężyn nie pokazał; z tego zaś, co mówi Skrzetuski z Chmielnickim, można by wnosić, że tych sprężyn albo nie dojrzał, albo nie uznawał.
W jego powieści nie widzimy ani wyzyskiwanego ludu, ani pogardzonych popów, ani weteranów, rozpamiętywających czasy sławy i równouprawnienia pod sztandarami Rzeczypospolitej. Nie widzimy ani chciwych grosza panów i panków, ani zgrai Żydów-oficjalistów, ani Żydów, podsuwających nowe plany wyzysku lub wyzyskujących na własną rękę. nie widzimy tych, których bito, którym zabierano fortuny, żony lu córki. słyszymy tylko kiedy niekiedy lekkie wzmianki.
Tymczasem rzeka nienawiści kozackiej złożyła się z tych właśnie kropelek i strumyków. te kropelki i strumyki odbijały w sobie całą sprawę z różnych punktów i one to, nie jakaś masa pijana i bezimienna, zalewały dwory, znosiły szczupłe wojska Rzeczypospolitej. Znaleźć je zresztą można i w znacznie późniejszych czasach.

"Kraj" 1884


powiedziane bez napuszenia, powiedziane zwyczajnie. fascynujące: "liście, które łączą i mosty, które spadną". chyba wyczuwam (nie nosem) lekką ironię pod koniec całego dziełka.
druga część o klasę lepsza od poprzedniej.
to dobry wiersz.


oszczędzę sobie wykładów: fascynujące


eee.. coś przedobrzyli z tymi kolorami


znowu zejście.....
ach ta erotyka:-]


co do buraków: znajdź co o nietzcheańskiej trzodzie. może cię zainteresuje.

bez głębszego przesłania (chyba że jest a ja jestem ślepy, co nie jest wykluczone), ale miło się czyta


przez jakiś czas służyło mi za tapetę. byłem zadowolony.


bardzo ładna tapeta z tego byłaby. całkem nieźle udało ci się wyśrodkować kompozycyjnie to drzewko w kadrze.


tytuł+obraz=dobry pomysł


totus mundus agit histrionem. świetna metaforka ze skarpetkami


bardzo ładne. co by to człowiek zrobił bez photoshopa podoba mi sie eksponacja 3 pierwszych drzewek.


pancerne groby+
nie ma to jak protest song


a gdzie się podział duch?


prosty, zgrabny, prostacka tematyka, ale, ale całkiem niezłe


myślałem, że jak wejdę na ten nisko oceniany digart, to dam o nim niezłą recenzję, ale niestety. nie lubię poezji, liryki miłosnej (wiem wiem, jestem subiektywistą)



1 2 Następna strona
© 2001-2012 Grupa Onet.pl SA - digart.pl v.6
RSS Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów. Grupa Onet.pl S.A. i zespół digart.pl nie odpowiadają za ich treść.
strona główna | regulamin | zasady korzystania | faq | załoga | RSS | reklama | kontakt